niedziela, 3 listopada 2013

Emiraty po raz trzeci

Zgodnie z tradycją pojechałam na Open Day do Wrocławia. Pojawiło się około150 osób. Ku mojemu zaskozeniu była tylko jedna rekruterka, na dodatek ta sama,co pół roku temu, wtedy też we Wrocławiu. Polka Agata, która sama przeprowadzała cały casting.
Kiedy podeszłam do Niej na rozmowę i by złożyć cv powiedziała, że mnie pamięta i zapytała, czy coś zmieniło się w moim cv. Odpowiedziałam, że nie. Na to ona mi podziękowała, mówiąc "I have no questions". Zareagowałam zaskoczeniem i zapytałam ją jeszcze raz, odpowiedziała to samo. Do 18-tej telefon nie zadzwonił...
Zrobiło mi się mega przykro, że skreśliła mnie na wstępie. Nie dała mi nawet szansy ! Ale wywnioskowałam, że musi być w takim razie co nie tak z miom wyglądem??? Nie wiem już co myśleć. W ogóle strasznie się spieszyła i wszystkich traktowała"szybko". Może dlatego, że była sama, ale w sumie nie obchodzi mne to. To Jej praca!



Tak wyglądałam


Do tego spódnica za kolano, cieliste rajstopy, buty na niskim obcasiku(bez żadnych ozdób), biała bluzka i marynarka. Wszystko według wymogów !!!

sobota, 10 sierpnia 2013

Ciekawostki i tajemnice ... :)

Baaaardzo dawno mnie tu nie było bo ponad 4 miesiące, lecz nadal mam jakiś sentyment do tego bloga i mimo wszystko chcę go prowadzić. Dziś odkryję wszystko to, co do tej pory było tajemnicą....Chodzi o program au pair. Jest pewnie wiele osób, które chciałoby wyjechać ale ograniczają ich wydatki, opłaty za program i różne inne. Mój wyjazd powinien oscylować w granicach 5000zł, jednak ja za całość zapłaciłam około 1300zł :) Jak to zrobiłam??

A no tak:
Bardzo chciałam wyjechać, żeby spełnić moje marzenie o Californii i zrobić zdjęcie ze znakiem Hollywood. Nigdy nie było wystarczającej ilości pieniędzy, żeby polecieć na własną rękę, nie wspominając o jakimś hotelu/hostelu, żeby się tam zatrzymać. Postanowiłam jechać z agencja CC jako au pair.

Pamiętam, jak kiedyś przez przypadek zobaczyłam na ich stronie informację o obniżeniu kosztów, oczywiście agencja tego nie powie !  Miałam już rodzinkę i zostało mi 3 tygodnie do wylotu a tydzień przed powinnam mieć załatwione wszystkie formalności i uregulowane płatności. Zadzwoniłam i poprosiłam o zniżkę. Okazało się, że żeby dostać zniżkę muszę roznieść ulotki  agencji CC.  Poprosiłam o takowe i mi przysłali, rozniosłam i mój koszt zniżył się o 80zł( 10zł za każdą ulotkę). Ale ale...to nie były takie zwykłe  ulotki, bo w formie kalendarza z odrywanymi kartkami, których było około 40. Wyobraźcie sobie, ile to musiało ważyć. Do tego dochodziły prawdziwe ulotki A4 składające się z dwóch kartek i grubego papieru. Taki "kalendarz" i kilka ulotek liczyło się jako jedna pozycja. Za takie "coś" koszt mojego programu zniżał się o 10zł. Problem w tym, że nie można było sobie od tak złożyć takiej broszury, gdzie się chce. Trzeba było to roznieść w miejscach, gdzie można spotkać studentów, osoby młode do 27. roku życia, a więc szkoły ponadpodstawowe, uczelnie wyższe, biblioteki dla dorosłych, szkoły tańca i różne inne. Trzeba było się nieźle nagłówkować, żeby wszystko poszło po mojej myśli.

A więc 80zł, w porównaniu do 5000zł to nic :/ Myślałam, jak tu zdobyć kasę...zadzwoniłam do mojego koordynatora i ten poradził, żebym roznosiła te informacje a ja na to "już to zrobiłam i mam obniżony koszt o 80zł". On odpowiedział , że to jedyna droga i innej opcji nie ma, tym bardziej, że za 3 tygodnie mam wylot. Wtedy zapytałam czy jest możliwość rozniesienia większej ilości tych ulotek i tu zapaliła mi się lampka :)

Zadzwoniłam natychmiast do CC i poprosiłam o ulotki, przysłali mi 16, czyli 160zł. Po otrzymaniu paczki poprosiłam o więcej... Pani zapytała ile??  16 znowu? Ja na to 40 -50, ile się da!!!  Pamiętam, że podczas którejś rozmowy zapytałam jedną z Pań pracujących w CC ile najwięcej mogę roznieść i czy już ktoś to zrobił? Oznajmiła, że jedna dziewczyna zniżyła swój koszt do 100zł !!!  Potrzepało mną !!! To ja tu kombinuje jak zarobić uczciwie kasę, myślę, nie wiem jeszcze co a Ona tak spokojnie mówi mi, że jedna dziewczyna wyjechała prawie za darmo !

Odpowiedziałam Jej wtedy, że ja będę pierwszą osobą, która pojedzie za darmo, obniżę swój koszt do zera! Nie chodziło tu tylko o kasę, ale także o to, że będę pierwszą osobą w historii, która to zrobi. Było to pewnego rodzaju wyzwanie ale ja lubię takie challenge :D Przyrzekłam sobie, że TO ZROBIĘ!!!!

Poprosiłam o jeszcze większą ilość ulotek, dostałam odpowiedź, że się boją, bo nie wiedzą, czy te ulotki rzeczywiście trafiają do potencjalnych odbiorców. Na potwierdzenie miałam kartkę od CC z nazwą, adresem, moimi danymi, musiałam dostać pieczątkę, datę i podpis osoby odpowiedzialnej np. dyrektora szkoły, do której składałam owe ulotki. Gotowe kartki miałam przesyłać pocztą, jednak najpierw je skanowałam i wysyłałam im drogą mailową, więc miały pewność, że wszystko jest ok. W ten sposób przysyłały mi kolejne i kolejne ulotki. 

Nie zapomnę jak któregoś dnia wyciągnęłam mapę Wrocławia i zaczęłam szukać ulic, na których znajduje się jakaś szkoła, biblioteka czy cos podobnego. Wszystkie instytucji sprawdzałam w necie, było ciężko, tym bardziej, że gonił mnie czas. W ciągu 10 dni roboczych obleciałam moje rodzinne miasto Nysę, Prudnik, Opole, Wrocław, Kraków, Zabrze, Brzeg, Katowice, Kędzierzyn-Koźle, Gliwice, Częstochowa i wiele innych, których nie pamiętam. Wstawałam na pociąg o 4-5 rano, wracałam  o 23-24 i tak przez 2 tygodnie. Nosiłam te ulotki, które ważyły około15kg, tak naprawdę to prawie z nimi biegałam, żeby wszystko ogarnąć.  Najgorzej poszedł mi Wrocław, jest za duży, wszystko rozstrzelone a ja używałam tylko nóg, żadnych autobusów, kolejek, tramwajów - oszczędność czasu i pieniędzy  ;) Odparzone stopy, to był listopad, wiało, padało, było zimno ale trzeba było dokończyć to, co się zaczęło. Przeziębiłam się, potem jeździłam z gorączką.

Ostatnią paczkę dostałam pod warunkiem przyjazdu do Warszawy, ponieważ był to poniedziałek - równy tydzień przed wylotem i trzeba było podpisać ostatnie papiery. Zostało mi jeszcze 14 pozycji do rozniesienia i pomyślałam odpuść, zapłać chociaż te 140zł i wtedy widziałam tę dziewczynę, której zostało tylko 100zł!
Nie !! Nigdy !!!

Przyjechałam do Warszawy rankiem, około 5 i czekałam pod jedną z uczelni około 2 godziny, rozniosłam resztę i byłam przeszczęśliwa! :) Miałam o jedną pozycję za dużo ale przyznałam, że jedno jest z gimnazjum, przez pomyłkę nie zauważyłam, ponieważ niektóre licea były połączone z gimnazjum. Pani wszystko dokładnie sprawdziła i zaczęła wypisywać ubezpieczenie rozszerzone.

W ten sposób obniżyłam koszt do zera. Za opłatę programową i ubezpieczenie rozszerzone powinnam w sumie zapłacić: 1490zł +1690zł =3180zł,  a zapłaciłam 0zł. Jedynie za bilety do tych wszystkich miast zapłaciłam około 250zł :) Poza tym poniesiony koszt to koszty wizy, dojazdy do tych wszystkich miast, prezenty i inne, czyli około 1300zł. 


3180zł=318 instytucji, było naprawdę ciężko ale ZROBIŁAM TO !!!!!! :) 

piątek, 29 marca 2013

Emiraty - podejście nr 2

25 marca odbył się kolejny Emirates Open Day, tym razem we Wrocławiu. Byłoby więc grzechem, gdybym się na nim nie pojawiła...

Niestety po raz kolejny się nie dostałam. Nie wiem, z czego to wynika. Myślę, że po prostu za bardzo mi zależy. Inne dziewczyny przychodzą tam z przypadku i przechodzą dalej a ja zawsze coś. Byłam przygotowana na wszystkie pytania, które mogłyby zadać mi rekruterki. Spódnica za kolano, biała bluzka, marynarka, rajstopy w kolorze cielistym, specjalnie kupione buty wg standardów w Emiratach, włosy w donat, makijaż stonowany, ręce i paznokcie zadbane, wszystko idealnie.
Praca dla EK to prestiż, możliwość zwiedzenia całego świata za darmo, poznanie ludzi i nawiązywanie kontaktów. Dla mnie osobiście wiąże się to również z zaszczytem bo to przecież coś wielkiego był członkiem takiej załogi. To bardzo ciężka praca ale i piękna. O niczym innym tak nie marzę... :)

Godzina 7:30 - jestem na mioejscu - zawsze pierwsza :D Przygotowania ruszyły, przebieranie się, malowanie, układanie donata i nagle po 8:00. Zaczęły schodzić się inne dziewczyny, oczywiście znowu poznałam ich kilka i na pewno będziemy  utrzymywać kontakty :)

Na castingu zjawiło się TYLKO 95 osób - byłam pozytywnie zaskoczona :) No i poszło, przedstawienie warunków, ogólna charakterystyka Emirates. Rekruterkami były Polka - Agata i Arabka - Ruba. Obie były przemiłe, żartowały i śmiały się cały czas. Po odczekaniu na swoją kolej, podeszłam do Ruby, która wypytywała mnie o moje cv, dlaczego chcę być cabin crew i dlaczego Emirates. Ładnie na wszystko odpowiedziałam i pojechałam do domu. W drodze, jadąc busem przez cały czas patrzyłam na telefon i nagle o 14:59 dzwoni numer(71)... Wrocław :D Dzwoniła Agata i poinformowała mnie, że jutro na 9:00 - cieszyłam się, że zadzwoniły :)
Do kolejnego etapu dostało się 30 dziołch ale jedna nie przyszła (głupia jakaś czy co :/ ?). Podzielono nas na dwie grupy, z których ułożyłyśmy dwa kółeczka. Za zadanie był opis widokówki, z danym miastem, miałyśmy to robić w parach. Ja i Ania dostałyśmy Venecję, miałyśmy zachęcić do odwiedzenia tego miasta. Wszystko poszło dobrze, wstałyśmy, opowiedziałyśmy wszystko, podziękowały i usiadły.... Niestety po przerwie 10 minut otrzymałam kopertę z odmową :( NIE mam pojęcia dlaczego...:( Co trzeba zrobić, jak się zachowywać, gdzie patrzeć, jak wyglądać??? W tym samym dniu dostałam jeszcze dwie odmowy dotyczące pracy w Szwajcarii i Holandii.... podłamałam się troche ale mam twardą dupe ! :D Będąc w Warszawie na pierwszym castingu do Emirates zauważyłam co takiego :



NIE PODDAM SIĘ !!!

Niestety trzeba odczekać 6 miesięcy aby przystąpić do kolejnego castingu...We wrześniu zaś startuję do Emiratów - do 3-ech razy sztuka !!! Nie chcą mnie drzwiami,wejdę oknem !

czwartek, 17 stycznia 2013

Szczęście po raz enty :P


Nawiązując do moich Open Days w Warszawie, chce opowiedzieć jedną przygodę, która mnie spotkała. Oprócz kilku ludzi poznanych na castingach, z którymi utrzymuje kontakt do dziś, poznałam kogoś jeszcze... 

29 września - Open Day Emirates w Warszawie. Do hotelu, w którym odbył się Open Day dotarłam około 7 rano. Przygotowałam się i już była prawie 8. Kiedy kazano nam czekać na telefon od rekrutów do godz. 17.00, razem z Karoliną (poznaną na castingu do Qatar Airways i Pawłem - Emirates) zwiedzaliśmy Warszawę. Oczywiście zostawiłam swój bagaż(niby tylko jeden dzień ale trzeba wziąć wszystko żeby się przebrać, uczesać i zrobić na bóstwo :D) w hotelu bo nie będę się z tym wozić po stolicy. Dostałam telefon około 14:20 z wiadomością, że mam się pojawić na drugi dzień w tym samym hotelu. No to postanowiłam wrócić do hotelu, żeby zabrać moja walizkę i poszukać noclegu. Niestety wszystko było już pozajmowane bo na drugi dzień odbywał się Maraton Warszawski a w przeddzień jakiś pochód Solidarności. Pomyślałam, że może jakiś nocleg pod Warszawą, stwierdziłam, że nie ma sensu bo zaś trzeba będzie dojechać, zadzwoniłam do kolegi, żeby mi cos na szybko znalazł, niestety wszystkie hostele pozajmowana a ceny w hotelach nie na moją kieszeń. No to co, lotnisko? Mam już doświadczenie w tym temacie :D No to wracam do hotelu, zgubiłam się w Parku Łazienkowskim...(18 wejść i wyjść :P) i postanowiłam zapytać o drogę. Me oczy ujrzały starszego Pana w okularach z mapą(skoro ma mapę, pewnie wie, jak stąd wyjść) którego zapytałam o drogę. Nagle mężczyzna ściąga okulary i mówi po angielsku, że nie rozumie. Kiedy ściągnął okulary, wiadome było, że jest azjatą. Miałam juz go przeprosić ale postanowiłam, że pogadam(dawno się nie gadało In English). Okazało się, że Pan T. mieszka w New York City i pochodzi z Wietnamu, ma córkę w moim wieku. Bardzo dobrze się rozmawiało i Pan T. zaczął mnie wypytywać, co tu robię. Opowiedziałam o realizacji moich marzeń, o tym, że zaraz jadę na lotnisko itd... Kiedy to powiedziałam, Panu zrobiło się chyba przykro, oznajmił, że nie mogę tam po prostu spać. Zaproponował nocleg w swoim mieszkaniu, które wynajmuje od 2-óch tygodni a jutro wyjeżdża do NYC. Bał się, że zrozumiałam to w sensie propozycji a ja pomyślałam "czemu nie". W końcu to starszy Pan, niech tylko spróbuje mi coś zrobić, pewnie i tak mam więcej siły od niego :)Zgodziłam się..

Doszliśmy do hotelu, podczas, gdy odbierałam moją walizkę, Pan T. podszedł do recepcjonisty i zapytał o wolny pokój....po czym oznajmił, że "ta młoda pani się tu wprowadza". Wyciągnął wszystkie pieniądze jakie miał(euro, złote, dolary itp...) i zaczął bukować mi pokój. Natychmiast przystąpiłam do akcji, prosiłam recepcjonistę, żeby nic nie bukował a Panu T. podziękowałam. W końcu oznajmił, że jestem jego córka  i żeby mnie nie słuchali :D Wziął mnie na stronę i prosił, żebym dała sobie pomóc. Mówił, że jutro wyjeżdża a wszystkie pieniądze prócz dolarów musi wydać i tak. W końcu uległam, podziękowałam i natychmiast zaprosiłam na kolację. Chociaż tak chciałam się odwdzięczyć, niestety nie pozwolił mi zapłacić, próbowałam jakoś oddać mu te pieniądze ale on tylko spojrzał na mnie i już wiedziałam o co chodzi... Czułam się trochę jak żebrak, ale wiem, że odwdzięczę się mu za rok, dwa lub 10.

Życzył mi powodzenia, wymieniliśmy się telefonami, facebook'ami, mailami, wszystkim, co możliwe(prócz koszulek :P) Oczywiście zaprosiłam Pana i Jego córkę do domu(w przyszłym roku przylecą).






Na koniec zapytał, czy wiem, czemu mi pomógł?
-Nie, nie wiem.
-Odparł, że dlatego, że byłam w stosunku do niego bardzo otwarta i szczera, bo mało takich ludzi spotkał w swoim życiu. Uciekał z Wietnamu podczas wojny, więc duuużo przeszedł.
P.S. Hotel kosztował 100 euro, kolacja 100zł. - MASAKRA 

Rekrutacja do Emirates

Podaje krokpo kroku wygląd rekrutacji do najwspanialszej linii lotniczej <3 I rzeczywiscie jest tak, jak piszą :D  Po wiecej informacji zapraszam na:   http://cabincrew24.com/




Linia swoją siedzibę ma Dubaju, w Zjedoczonych Emiratach Arabskich. Głównym węzłem przewoźnika jest lotnisko w Dubaju. Emirates zatrudnia obecnie ponad 40 000 osób. W okresie 2007 – 2008 linia przewiozła 21 229 225 pasażerów oraz 1 282 134 ton ładunków. Średni współczynnik zapełnienia samolotów w tym okresie wyniósł 79,8%.

Flota

Airbus A330-200, Airbus A340-300, Airbus A340-500, Airbus A380-800, Boeing 777-200, Boeing 777-200ER, Boeing 777-200LR, Boeing 777-300, Boeing 777-300ER

Jak wygląda rekrutacja Cabin Crew w Emirates?

Rekrutacja podzielona jest na 2 dni.

Dzień pierwszy, start 9.00 rano, koniec 21.00

Spotkanie z przedstawicielami linii we wskazanym miejscu, zazwyczaj jest to sala konferencyjna w hotelu. Osoby rekrutujące przez większą część spotkania opowiadać będą o firmie, jak wygląda praca w Emirates, o wysokości wynagrodzenia oraz zakwaterowaniu. Będą również dyskutować o podstawowych zasadach i wytycznych, których oczekiwać będą od wszystkich pracowników. Będzie również możliwość zadawania pytań.
Po prezentacji każdy zostanie poproszony o podejście do stolika i zostawienie CV oraz fotografii (zdjęcie całej sylwetki – musi być na białym tle oraz zdjęcie paszportowe z ramionami). Jeżeli zdjęcie nie zostanie zaakceptowane, kandydat zostanie poproszony o dostarczenie innych. Każdy zostanie przy okazji zapytany o np. „Czym się teraz zajmujesz?”, po czym otrzyma numerek, który należy przykleić do koszuli.
Emirates Cabin Crew

Test z języka angielskiego

Na napisanie testu kandydaci mają 45 minut.  Test podzielony jest na 3 kategorie: test wyboru, czytanie ze zrozumieniem oraz esej. Sprawdzenie testu zajmie około 30 minut. Osoby, które zaliczą test, zapraszane są do kolejnego etapu.

Zadania w grupach

W kolejnym etapie kandydaci podzieleni zostają na dwie 15 – 30 osobowe grupy. Każda grupa otrzymuje zadanie do wykonania, np. wybierać 3 osoby XXI wieku i uzasadnić swój wybór. Grupa dyskutuje i wybiera 3 osoby. Jedna osoba zgłasza się na ochotnika i uzasadnia wybór grupy. Kolejne zadanie to dowiedzieć się, jaki jest ulubiony film osoby zajmującej miejsce po naszej prawej stronie. Po kilkuminutowej dyskusji każdy wstaje i odpowiada. Po zakończonym zadaniu grypy opuszczają salę. Pochwili jedna z osób rekrutujących podchodzi i wręcza kartki z decyzją na „tak” lub na „nie”.

Kolejne zadanie w grupie

Następny etap to również dyskusja w grupie. Tym razem grupy będą się składały z 7 – 10 osób. Kandydaci otrzymują listę 7 pasażerów zajmujących miejsca w pierwszej klasie. Jest na niej aktorka, biznesmen, matka z dzieckiem, frequent flyer, mężczyzna ze złamaną nogą oraz inni. Należy zdowngradować (przenieść do klasy ekonomicznej) 3 osoby i uzasadnić dlaczego akurat oni. W między czasie każdy proszony jest o podejście do ściany i wyciągnięcie rąk na wysokość 212 cm. Pada pytanie czy mamy tatuaże lub blizny. Po dyskusji wszyscy opuszczają salę i czekają na wynik.
Osoby, które pomyślnie zaliczyły wszystkie etapy, zapraszani są do sali gdzie wypełniane są różne dokumenty, np adres, numer telefonu, numer paszportu, adres email oraz kiedy chcemy zgłosić się na final interview, ostatni etap. Mamy do wyboru dwa kolejne dni. Wieczorem otrzymujemy wiadomość email z linkiem do strony, na której wypełniamy test psychologiczny. Należy być szczerym w odpowiedziach. Po prostu bądź sobą.

Final interview (następnego dnia)

Ostatnia rozmowa sam na sam z osobami rekrutującymi jest już mniej stresująca. Wszystkie pytania opierają się na wyniku testu psychologicznego. Kandydat otrzymuje 3 pytania. Zostaniemy poproszeni m.in. o podanie przykładu doświadczenia z życia, pracy, i jak to się odnosi to Personelu Pokładowego. Każde słowo, każde zdanie przez Ciebie wypowiedziane zostanie zanotowane. O wyniku rozmowy zostaniemy poinformowani w ciągu 4 tygodni. Wszystkie nasze odpowiedzi, testy, zdjęcia, wysyłane są do siedziby Emiratów w Dubaju. Aby zostać wybranym, należy pomyślnie przejść przez 6 poziomów zgody kierownictwa.



niedziela, 13 stycznia 2013

Dłuuuuuga przerwa

Nie wchodziłam na mojego bloga od 5-ciu miesięcy. Nie dlatego, że nie było o czym pisać - przeciwnie, było aż za dużo. Nie pisałam bo byłam pogrążona w depresji. Brzmi to może dziwnie ale od przyjazdu z USA, bez pracy, jakichkolwiek perspektyw człowiek nie wytrzymuje. Na mnie odbiło się to bardzo, nie chciało mi się nic, nawet wstawać z łózka. Pod przykrywką banana na ryjku, udawałam, że wszystko było OK. Zostawmy już przeszłość i przejdźmy do rzeczy..

Moim kolejnym marzeniem, które tkwi we mnie od 11 roku życia jest zostać STEWARDESSĄ. Zawsze myślałam, że jestem zbyt niska, zbyt gruba, zbyt brzydka i niewystarczająco umiem język angielski. Będąc w USA czułam, że mogę wszystko(skoro odważyłam się na taki wyjazd). Po przeanalizowaniu wymagań i pozytywnym nastawieniu stwierdziłam, że muszę spróbować :D

Nigdy się nie poddaje i to mi chyba pomogło ;) Wiem na temat linii lotniczych już trochę, dlatego szybko zweryfikowałam, która z nich jest dla mnie najodpowiedniejsza. Moja siostra również była stewką w Ryanairze(najtańsza europejska linia), przez co wiem, jakie panują tam warunki. Nie jest to dobra linia, ponieważ zarabia się tyle co nic a utrzymać się trzeba. Do tego nie wiadomo, gdzie dostaniesz bazę(np. Oslo-mega drogie, Dublin a może Budapeszt).

1 września - Open Day w Qatar Airways w Warszawie, na który oczywiście pojechałam. Trzeba wyjechać późnym wieczorem poprzedniego dnia i spakować wszystkie potrzebne rzeczy m.in. spódnice,białą bluzkę, szpilki i kosmetyczkę(wymagają stonowanego makijażu) no i oczywiście trzeźwy umysł, co w moim przypadku było najtrudniejsze. Nie da się bowiem wyspać siedząc w pełnym autobusie z głową latającą we wszystkie strony świata. Po 8-mio godzinnej podróży, zmęczona i niewyspana idź i daj z siebie wszystko. Na castingu zjawiło się 120 osób( w tym około 30 facetów). Pierwszy etap to kontakt wzrokowy z osobami, które rekrutują. Podchodzisz do stolika, przynosisz cv w języku angielskim, zdjęcia paszportowe i całej sylwetki i rozmawiasz. Po przesłuchaniu wszystkich kandydatów, na drzwiach pojawia się kartka z wywieszonymi nazwiskami, kto przeszedł dalej. Myślałam  że już po mnie, patrze a tu oto jestem haaaaa :D Drugi etap to test językowy. Masz na to 40 minut, składa się on z 2-och części. I - gramatyka, II- napisanie eseju na konkretny temat( moja grupa miała taki:" Napisz, czy zrobiłeś kiedyś coś, za co zostałeś potępiony. Jak odniosłeś sie do słów krytyki i jakie wnioski wyciągnąłeś z tej sytuacji". Nagle ze 120 osobowej grupy zostało 20, w III etapie podzielono na na 2 grupy po 10 osób. Polegało to na dyskusji nt "Małe miss" Jedna grupa mówiła o zaletach konkursów piękności dla małoletnich a druga(ja się w niej znalazłam) o wadach. I tu było prawdziwe  piekło, dziewczyny przekrzykiwały jedna drugą, nie dawały dojść do słowa  Myślałam, że to będzie kulturka ale nie, nie tracąc czasu, zaczęłam mówić cokolwiek, aby zostać zauważoną. I chyba za późno, bo po tym etapie odpadłam. Byłam na siebie strasznie zła ale cóż mogłam zrobić. Po zakończeniu castingu podeszłam do rekrutujących i zapytałam, czemu odpadłam?W zamian dostałam odpowiedź, że jest to tajemnicą i nie mogą mi tego zdradzić. Świat się nie załamał bo moim celem są Emirates Airlines :) To dopiero kosmos :)

 29 września zjawiłam się w Warszawie na castingu. Jest tam dużo trudniej się dostać bo to inny poziom latania :) Na casting przyszło około 200 osób. I etap wyglądał tak samo, z tym, że osoby rekrutujące miały oddzwonić do osób, które się dostały. Pomyślałam, że już mogę wracać do domu a tu telefon, że przeszłam do drugiego etapu. Niestety w drugim odpadłam, nie wiem czemu, bo uważam, że poszło mi bardzo dobrze(zadania w grupach). Najgorsze jest to, że nie zna się kryteriów oceniania przez rekrutów. Nie wiem, co w danej chwili przesądza o być albo nie być :/

     W najgorszym przypadku miał być Ryanair,więc przyszedł 30 listopada a ja pojechałam do Wrocławia na Open Day. Dojazd to tylko 80km, wiec byłabym głupia, gdybym nie pojechała. I etap to test językowy, wyniki na drzwiach. Przyszło około 120 osób, po etapie nr I zostało około 80( w tym ja). Etap II  i ostatni to rozmowy indywidualne, poszłam na pierwszy ogień. Wśród rekrutów było 2-och Polaków i 1 Irlandczyk. Oczywiście poszłam do tego ostatniego( wolałam, bo miałam pewność konkretów). Zadał mi chyba z 15 pytań, pogadaliśmy trochę o zakupach w Dublinie(Irlandia) podziękowałam, podałam rękę(co go bardzo zaskoczyło) i poszłam. Wyniki miały przyjść na maila - no i przyszły. DOSTAŁAM SIĘ ;) Dodam tylko, że na każdym z castingów wszystko odbywa się w języku angielskim -od Ado z :)

 Zawsze jest tak, że to na czym najbardziej nam zależy jest bardzo daleko( w moim przypadku Emirates) a taki Ryanair(nawet nie wiem, czy chcę tam iść) ma dla mnie miejsce. Może warto skorzystać?
     Jedno jest pewne, na pewno pojawię się na castingu do Emiratów. Haczyk polega na tym, że można tam rekrutować co  6 miesięcy, czyli dopiero w marcu mogę tam iść a ostatni kurs w tym roku w Ryanairze rozpoczyna się 26 lutego. I co tu robić...?

sobota, 11 sierpnia 2012

W kropce...

Od przyjazdu ze Stanów minęło już prawie dwa miesiące. Czas leci tu tak szybko...Ja nic nie robię, prócz chodzenia po lekarzach.

Wiedziałam, że jak wrócę, będę zagubiona na maksa. Mam taki mętlik w głowie, że gdzie bym nie była, nie przestaję myśleć;/ Zazdroszczę ludziom, którzy wiedzą, co chcą robić w życiu i mają jakiś cel, do którego dążą. Chciałabym być zajęta, postarać sie nie mysleć, znaleźć pracę 24/7 i całkowicie się jej poświęcić. Niestety nie ma tak dobrze.

Codzienie poznaje mnóstwo ludzi i spotykam się z tymi, z którymi nie gadałam od kilku miesięcy a nawet lat! Postanowiłam wyciągnąć rękę do wszystkich "wrogów". Nie mam pojęcia czemu ale tak zadecydowałam! Poza tym imprezuję i nie odmawiam żadnej "akcji" ze znajomymi.



                                                                Z koleżanką Pauliną :)

Mam do wyboru kilka opcji, o których myślałam długo przed tym, zanim wyjechałam do Stanów i skończyłam szkołe. Już planowałam swoją przyszłość mając kilkanaście lat. Jestem już taka osobą, która musi mieć wszystko poukładanie i zaplanowane. Tylko najwyraźniej plany nie wychodzą.

Z każdym dniem czuję, że coś tracę. Będąc w Polsce tracę młodość, którą mogłabym spędzić w najpiekniejszych zakątkach świata, poznawać ludzi i zdobywać doświadczenie. Z drugiej jednak strony, kiedy jestem za granicą, czuję, że tracę czas bo nie jestem z rodzicami i towarzystwem koleżanek i kolegów z Polski. Lata mi uciekają a ja nie mam punktu zaczepienia. Moi rówieśnicy w tym roku zaczną 5-ty rok studiów a ja nawet jednego nie skończyłam. Wiem, że nawet po studiach będzie baaardzo ciężko o pracę ale bez nich chyba jeszcze bardziej.

Mój plan numer 1 to studia, na które nie wiem, czy  mam  ochotę iść. Jeśli jednak jestem w Polsce i mam tu marnować kolejne lata, wolę mieć papierek, który kiedyś może się mi przydać. Problem będzie tylko z pracą, której w moim mieście nie ma a utrzymać się trzeba. Studia też kosztują bo chce iść na zaoczne.
Następne "wyjście" to  marzenie,(mam ich dużo ;)) o którym opowiadałam wszystkim w szkole średniej a mianowicie cabin crew. Złożyłam już aplikację, wysłasłam cv i będę czekać na odpowiedź. Podobno czas oczekiwania to nawet pół roku. Tylko co, jeśli by mnie przyjęli a ja studiuję? I znowu zrezygnować ze studiów? Chociaż skończę licencjat! Stawka jest wysoka bo to Dubaj ;) Już zrobiłam wywiad z załogą, która pracuje dla Emirates airlines. ;)

Najbardziej szkoda mi języka, który szybko ucieknie bez praktyki. Mam zamiar więc znaleźć odpowiednich ludzi, z którymi mogłabym cały czas mówić po angielsku. Jeśli go nie ulepszać to chociaż zostawić na takim poziomie, jaki jest teraz :)

Ja po prostu nie umiem usiedzieć na dupie ! :D