sobota, 10 sierpnia 2013

Ciekawostki i tajemnice ... :)

Baaaardzo dawno mnie tu nie było bo ponad 4 miesiące, lecz nadal mam jakiś sentyment do tego bloga i mimo wszystko chcę go prowadzić. Dziś odkryję wszystko to, co do tej pory było tajemnicą....Chodzi o program au pair. Jest pewnie wiele osób, które chciałoby wyjechać ale ograniczają ich wydatki, opłaty za program i różne inne. Mój wyjazd powinien oscylować w granicach 5000zł, jednak ja za całość zapłaciłam około 1300zł :) Jak to zrobiłam??

A no tak:
Bardzo chciałam wyjechać, żeby spełnić moje marzenie o Californii i zrobić zdjęcie ze znakiem Hollywood. Nigdy nie było wystarczającej ilości pieniędzy, żeby polecieć na własną rękę, nie wspominając o jakimś hotelu/hostelu, żeby się tam zatrzymać. Postanowiłam jechać z agencja CC jako au pair.

Pamiętam, jak kiedyś przez przypadek zobaczyłam na ich stronie informację o obniżeniu kosztów, oczywiście agencja tego nie powie !  Miałam już rodzinkę i zostało mi 3 tygodnie do wylotu a tydzień przed powinnam mieć załatwione wszystkie formalności i uregulowane płatności. Zadzwoniłam i poprosiłam o zniżkę. Okazało się, że żeby dostać zniżkę muszę roznieść ulotki  agencji CC.  Poprosiłam o takowe i mi przysłali, rozniosłam i mój koszt zniżył się o 80zł( 10zł za każdą ulotkę). Ale ale...to nie były takie zwykłe  ulotki, bo w formie kalendarza z odrywanymi kartkami, których było około 40. Wyobraźcie sobie, ile to musiało ważyć. Do tego dochodziły prawdziwe ulotki A4 składające się z dwóch kartek i grubego papieru. Taki "kalendarz" i kilka ulotek liczyło się jako jedna pozycja. Za takie "coś" koszt mojego programu zniżał się o 10zł. Problem w tym, że nie można było sobie od tak złożyć takiej broszury, gdzie się chce. Trzeba było to roznieść w miejscach, gdzie można spotkać studentów, osoby młode do 27. roku życia, a więc szkoły ponadpodstawowe, uczelnie wyższe, biblioteki dla dorosłych, szkoły tańca i różne inne. Trzeba było się nieźle nagłówkować, żeby wszystko poszło po mojej myśli.

A więc 80zł, w porównaniu do 5000zł to nic :/ Myślałam, jak tu zdobyć kasę...zadzwoniłam do mojego koordynatora i ten poradził, żebym roznosiła te informacje a ja na to "już to zrobiłam i mam obniżony koszt o 80zł". On odpowiedział , że to jedyna droga i innej opcji nie ma, tym bardziej, że za 3 tygodnie mam wylot. Wtedy zapytałam czy jest możliwość rozniesienia większej ilości tych ulotek i tu zapaliła mi się lampka :)

Zadzwoniłam natychmiast do CC i poprosiłam o ulotki, przysłali mi 16, czyli 160zł. Po otrzymaniu paczki poprosiłam o więcej... Pani zapytała ile??  16 znowu? Ja na to 40 -50, ile się da!!!  Pamiętam, że podczas którejś rozmowy zapytałam jedną z Pań pracujących w CC ile najwięcej mogę roznieść i czy już ktoś to zrobił? Oznajmiła, że jedna dziewczyna zniżyła swój koszt do 100zł !!!  Potrzepało mną !!! To ja tu kombinuje jak zarobić uczciwie kasę, myślę, nie wiem jeszcze co a Ona tak spokojnie mówi mi, że jedna dziewczyna wyjechała prawie za darmo !

Odpowiedziałam Jej wtedy, że ja będę pierwszą osobą, która pojedzie za darmo, obniżę swój koszt do zera! Nie chodziło tu tylko o kasę, ale także o to, że będę pierwszą osobą w historii, która to zrobi. Było to pewnego rodzaju wyzwanie ale ja lubię takie challenge :D Przyrzekłam sobie, że TO ZROBIĘ!!!!

Poprosiłam o jeszcze większą ilość ulotek, dostałam odpowiedź, że się boją, bo nie wiedzą, czy te ulotki rzeczywiście trafiają do potencjalnych odbiorców. Na potwierdzenie miałam kartkę od CC z nazwą, adresem, moimi danymi, musiałam dostać pieczątkę, datę i podpis osoby odpowiedzialnej np. dyrektora szkoły, do której składałam owe ulotki. Gotowe kartki miałam przesyłać pocztą, jednak najpierw je skanowałam i wysyłałam im drogą mailową, więc miały pewność, że wszystko jest ok. W ten sposób przysyłały mi kolejne i kolejne ulotki. 

Nie zapomnę jak któregoś dnia wyciągnęłam mapę Wrocławia i zaczęłam szukać ulic, na których znajduje się jakaś szkoła, biblioteka czy cos podobnego. Wszystkie instytucji sprawdzałam w necie, było ciężko, tym bardziej, że gonił mnie czas. W ciągu 10 dni roboczych obleciałam moje rodzinne miasto Nysę, Prudnik, Opole, Wrocław, Kraków, Zabrze, Brzeg, Katowice, Kędzierzyn-Koźle, Gliwice, Częstochowa i wiele innych, których nie pamiętam. Wstawałam na pociąg o 4-5 rano, wracałam  o 23-24 i tak przez 2 tygodnie. Nosiłam te ulotki, które ważyły około15kg, tak naprawdę to prawie z nimi biegałam, żeby wszystko ogarnąć.  Najgorzej poszedł mi Wrocław, jest za duży, wszystko rozstrzelone a ja używałam tylko nóg, żadnych autobusów, kolejek, tramwajów - oszczędność czasu i pieniędzy  ;) Odparzone stopy, to był listopad, wiało, padało, było zimno ale trzeba było dokończyć to, co się zaczęło. Przeziębiłam się, potem jeździłam z gorączką.

Ostatnią paczkę dostałam pod warunkiem przyjazdu do Warszawy, ponieważ był to poniedziałek - równy tydzień przed wylotem i trzeba było podpisać ostatnie papiery. Zostało mi jeszcze 14 pozycji do rozniesienia i pomyślałam odpuść, zapłać chociaż te 140zł i wtedy widziałam tę dziewczynę, której zostało tylko 100zł!
Nie !! Nigdy !!!

Przyjechałam do Warszawy rankiem, około 5 i czekałam pod jedną z uczelni około 2 godziny, rozniosłam resztę i byłam przeszczęśliwa! :) Miałam o jedną pozycję za dużo ale przyznałam, że jedno jest z gimnazjum, przez pomyłkę nie zauważyłam, ponieważ niektóre licea były połączone z gimnazjum. Pani wszystko dokładnie sprawdziła i zaczęła wypisywać ubezpieczenie rozszerzone.

W ten sposób obniżyłam koszt do zera. Za opłatę programową i ubezpieczenie rozszerzone powinnam w sumie zapłacić: 1490zł +1690zł =3180zł,  a zapłaciłam 0zł. Jedynie za bilety do tych wszystkich miast zapłaciłam około 250zł :) Poza tym poniesiony koszt to koszty wizy, dojazdy do tych wszystkich miast, prezenty i inne, czyli około 1300zł. 


3180zł=318 instytucji, było naprawdę ciężko ale ZROBIŁAM TO !!!!!! :) 

2 komentarze:

  1. coz za determinacja ! gratulacje !
    Pozwodzenia w USA :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziekuję :) tylko, że ja już wróciłam :)

    OdpowiedzUsuń